Westchnęłam.
- To ty jesteś winny. Co to w ogóle miało być? - widziałam, że marznie. Musiał się nieźle wychłodzić. Usiadłam obok niego.
- Pamiętaj, że robię to tylko, żebyś mi tu nie zdechł. - położyłam dłoń najpierw na jego czole, następnie na karku i piersi, i od nowa. Przelewałam w niego swoje ciepło.
< Atos? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz