Co za...
Grrrr...
Przy pomocy chimery przetransportowałam go do mojego domu, nie mogłam go przecież tam zostawić.
Chimera dość niedelikatnie rzuciła go na kanapę. Pogłaskałam ją i odesłałam do lasu.
Trzeba zacząć budzić chłopaka...
Bez żadnych wyrzutów sumienia oblałam go lodowatą, słoną wodą.
< Atos? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz